Chcecie wiedzieć co ma wspólnego muszelka, Hiszpania oraz Polska, a do tego wszystkiego jeszcze pies? Dowiecie się tego z tekstu Katarzyny Wiśniewskiej nadesłanego do drugiej edycji konkursu Aktywny DOGtrotter. Zapraszamy do cudownie napisanej relacji w wypadu z psem w rejony województwa Kujawsko-pomorskiego. Całej trójce życzymy rychłej realizacji planu wybrania się na południe Europy szlakiem muszelki, a od nas w ramach niespodzianki trafia w wasze ręce i łapy zestaw koszulek Aktywnych z Psami.
Komu w drogę temu muszelka.
Kujawsko-pomorski fragment Camino de Santiago na czterech łapach.
Podobno każda podróż odbywa się w trzech wymiarach – w przestrzeni, w czasie i w głąb siebie. Ale podróże z Nel zahaczają i o inne wymiary. Ba, zahaczają! One w te inne wymiary wpadają. Niespodziewanym, zwrotnym susem wszystkich czterech łap naraz. Albo turlają się tam nagłym fikołkiem. A ponieważ każdy dzień, odkąd Nel trafiła do nas po schroniskowych przejściach, jest nieprzewidywalną podróżą pełną przygód – jest ciekawie. Że przygody bywają różne? Nie szkodzi. Bo to nie droga jest trudnością, ale trudności są drogą.
Tak się składa, że ostatnie zdanie często służy za dewizę osób podążających szlakiem św. Jakuba. Jak to się stało, że i my na niego trafiliśmy? To od początku. Łażenie lubimy w każdej wersji, a najbardziej po górach i przez chaszcze. Ale w góry od nas daleko. A tym razem czasu mieliśmy nie za wiele. 4 wolne dni – przedłużony weekend przy okazji Bożego Ciała. Siłą rzeczy musieliśmy dobrać nie za wielką przestrzeń. Gdzie się udać, żeby było ciekawie, ale blisko, żeby maksymalnie wykorzystać każdą chwilę z tych kilku dni na „drogę”, a nie na siedzenie w samochodzie/pociągu/autobusie? I oczywiście – żeby być razem? Padło na fragment Camino de Santiago – drogi św. Jakuba. Jej kujawsko-pomorski odcinek przebiega niedaleko nas. Wystarczyło podjechać pociągiem 2 godzinki, a potem zrobić sobie 4-dniowy spacer w stronę domu. Tak więc czas i przestrzeń z głowy. Wymiar „w głąb” otworzył się sam. Camino de Santiago to napraaawdę bogaty w treści szlak…
Camino de co…?
Wszystko się zaczęło od św. Jakuba i jego grobu w Santiago de Compostela, na krańcu Hiszpanii. O tym, jak ciekawy był to człowiek, można poczytać w wielu zakamarkach internetu – dość powiedzieć, że w średniowieczu Santiago stało się jednym z trzech najważniejszych celów chrześcijańskich pielgrzymek, obok Jerozolimy i Rzymu. Żeby tam dotrzeć przemierzano pieszo lub konno całą Europę – a szli i prości ludzie, i magnaci, i nawet królowie. Z czasem uformowały się stałe szlaki, wzdłuż których poruszali się pielgrzymi. A gdzie pielgrzymi, tam musi być i infrastruktura – domy pielgrzymie, szpitale, kościoły, katedry, za nimi – uczelnie, ośrodki kultury. Według niektórych szlak św. Jakuba mocno się przyczynił do rozwoju Europy i budowania jej tożsamości. Trochę zawrót głowy, kiedy człowiek – stojąc na zakurzonej, polnej dróżce, na przykład w Radzikach Dużych – pomyśli, jakiego kawała historii jest ta dróżka częścią.
Podążaj za muszlą
Szlaki jakubowe przez Polskę to co prawda historia nowsza. Powstają od kilkunastu lat i łączą się z tymi już istniejącymi. Wytyczane są tak, żeby nie omijać istotnych kulturowo i turystycznie punktów na mapie. Tak jak w całej Europie – wiodą głównie polnymi lub leśnymi drogami, dogodnymi do poruszania się pieszo. I – tak jak w całej Europie – są oznaczone muszelkami – symbolami św. Jakuba. Można wyjść z domu, znaleźć najbliższą muszlę na przydrożnym słupie albo drzewie i podążać tylko za kolejnymi muszelkowymi znakami, a w końcu – dojdzie się do Santiago. My pierwszą muszelkę na szlaku wyznaczyliśmy sobie w Brodnicy.
Z nurtem Drwęcy
Przez brodnicką starówkę szlak wije się w taki sposób, że co krok przystaje się, żeby popatrzeć na coś ładnego – gotycka fara, charakterystyczny trójkątny rynek, wieża ratuszowa, ruiny krzyżackiego zamku… To tylko niektóre z tych miejsc. A dalej jest nie mniej ciekawie… W Radzikach Dużych odpoczywaliśmy w cieniu ruin rycerskiego zamku z XIV wieku. W Płonnem zajrzeliśmy na podwórko domu, w którym mieszkała i obmyślała „Noce i dnie” Maria Dąbrowska. W Szafarni maszerowaliśmy przez pola, po których mógł biegać młody Frycek Chopin. W Golubiu-Dobrzyniu zamek kusił z daleka, ale wszyscy, na czele z Nel, oprotestowaliśmy zwiedzanie na rzecz przeczekania nieziemskiego upału w możliwie najchłodniejszym kącie parku. Kiedyś tam wrócimy. 😉 Przez cały czas towarzyszyła nam rzeka – nad Drwęcą odpoczywaliśmy, chłodziliśmy się, rozbijaliśmy namioty, gotowaliśmy. Mentalne fotki, obrazy w głowie nie do zatarcia, pozostały po niezliczonej ilości urokliwych mostków, stromych brzegów, nadrzecznych krzaków, ptaków i kwiatów. Wreszcie – w Złotorii – Drwęca doprowadziła nas do miejsca, w którym wpada do Wisły, a my mamy już tylko krok do Torunia.
Koniec czy początek?
W Toruniu kończył się nasz czas i szlak. Ostatnią muszelką była dla nas ta na chodniku, przed kościołem Św. Jakuba na toruńskim Rynku Nowomiejskim. Znad bramy, z barokowej rzeźby rzucał nam znaczące spojrzenie drewniany św. Jakub we własnej osobie. Czy kiedyś odwiedzimy go tam „u niego” – w hiszpańskiej katedrze? Kto wie 🙂 Plan dojrzewa. W końcu wędrowanie nie kończy się, kiedy zatrzymują się stopy i łapy. Podróż trwa. Ta „w głąb”. Co dzień korzystamy z doświadczeń, które „w drodze” działają mocniej – ucząc się od siebie nawzajem i od Nel: cierpliwości, a czasem odpuszczania, beztroski i troski, odpowiedzialności i leżenia do góry brzuchem… Z takim zestawem – jesteśmy przekonani – każda droga jest do przejścia. Bo tak naprawdę – to droga jest celem.
Kasia, Staś i Nel (tak wyszło 😉 )
Galeria zdjęć
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
- foto Katarzyna Wiśniewska
Garść praktycznych informacji
Trasa
Przez 4 dni przeszliśmy z Brodnicy do Torunia ok. 80 km, czyli po ok. 20 km dziennie – głównie malowniczymi polnymi i leśnymi drogami, ale zdarzały się i odcinki asfaltu. Nel nie była nimi zachwycona, bo nudno, w łapki grzeje i co jakiś czas trzeba ustępować samochodom. Najlepiej układać sobie trasę tak, żeby asfalt przejść rano lub pod wieczór.
Transport
Szliśmy pieszo, więc nie mieliśmy z tym żadnego kłopotu 😉 Dojazd do Brodnicy pociągiem z przesiadką w Jabłonowie Pomorskim upłynął w pustym przedziale i miłej atmosferze, zwłaszcza, że ujmujący Pan Konduktor już od wejścia zapowiedział, że dopóki Nel jedzie z nim, może mieć zdjęty kaganiec 🙂 (Jej wdzięczność – niewysłowiona 😉 )
Noclegi
Spaliśmy pod namiotami, rozbijając się po prostu w lesie, nad rzeką albo jeziorem. Niestety nie mieliśmy możliwości sprawdzić, jak ośrodki oferujące noclegi odnoszą się do psów, bo jedyny, z którego chcieliśmy skorzystać – Ośrodek Chopinowski w Szafarni – o 18, kiedy do niego dotarliśmy, był już zamknięty na głucho, a telefon nie odpowiadał. Niby nic dziwnego, ale zmylił nas zapis w przewodniku, że „każdy wędrujący po Szlaku św. Jakuba może tu liczyć na nocleg”.
Przewodnik
Korzystaliśmy z „U progu Camino. Przewodnik po kujawsko-pomorskim odcinku szlaku św. Jakuba” Tomasza Bielickiego i Piotra Roszaka (Toruń-Golub-Dobrzyń 2012). Bardzo polecamy – opisów akurat tyle, ile trzeba, poręczny, a do tego zawiera w miarę dokładne mapy (nie braliśmy ze sobą żadnych innych).
Zaopatrzenie
Prowiant na 4 dni dla Nel dźwigaliśmy ze sobą. Ale jeśli chodzi o wodę czy jedzenie dla nas – nie było kłopotu z robieniem zakupów na bieżąco, w każdej mijanej wiosce sklepy były otwarte. Dodatkowo ludzie spotykani na szlaku byli życzliwi, zdarzało się, że sami nas zaczepiali („Może piesek by się napił zimnej wody ze studni?”) i zachęcali, żeby przystanąć, odpocząć, pogadać. Miło.
Tekst Katarzyna Wiśniewska 2015
More from W wolnym czasie z psem
Turyści z psami będą mogli zwiedzać niektóre zabytki w Grecji
Greckie Ministerstwo Kultury i Sportu wyraziło zgodę na zwiedzanie około 120 zabytków i stanowisk archeologicznych turystom z psami. Dotychczas wstęp …
Bieszczadzki Park Narodowy częściowo dostępny dla turystów z psami
W nowym roku mamy dobre wiadomości dla turystów z psami, którzy wybierają się do Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Park udostępnił kilka …











































1 Comment
Jejku swietny artykul 🙂 Musicie go bardziej upublicznic bo pewnie malo ludzi wie o takich szlakach!!! Az Wam zazdroszcze takiej beztroski 🙂 Pozdrawiam