Liczmy, że skorzystacie z jej doświadczenia w szusowaniu na nartach i dowiecie się jak uprawiać choćby skijoring. Oprócz tego pojawią się ciekawostki ze świata powiązane rzecz jasna z aktywnościami, psem oraz kulturą.
Absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego, prowadzi klub sportowy Adventure Element, instruktor narciarstwa, pasjonatka sportów „dających zastrzyk adrenaliny”. Właścicielka dwóch husky syberyjskich, z którymi uprawia bikejoring i skijoring, w związku ze swą „psią pasją” obecnie w trakcie kursu “Szkoła dla psów – podstawy wiedzy o zachowaniu i szkoleniu psów” autorstwa Val Strong, COAPE.
Nasze psiaki – Fiesta i Dragon – husky syberyjskie towarzyszą nam podczas wszystkich europejskich wyjazdów, których z racji na prowadzoną działalność jest od kilku do kilkunastu w ciągu roku.
Podróżowanie z taką ferajną wiąże się z logistyką, którą musieliśmy wypracować, aby zarówno podróż, jak i pobyt były dla nas i dla psiaków komfortowe, a zarazem aktywne.
Komfort udało nam się osiągnąć kupując Opla Vivaro – 9-os. busa, którego bagażnik został zabudowany dwoma boksami, w których zwierzaki mogą swobodnie się obrócić, położyć, a w razie potrzeby rozprostować kości.
Istotne przy tworzeniu ofert wyjazdów okazało się kryterium akceptacji psów w hotelach i apartamentach, do których chcieliśmy zawitać. Obecnie mamy już bazę noclegową, którymi zawiadują przyjaźnie nastawieni właściciele, z których tylko niektórzy proszą o niewielką dopłatę za obecność czworonogów. Problemem do rozwiązania w samych pokojach natomiast okazała się przemożna chęć naszych futrzaków do leżenia w łóżku… Ale i na tą niefrasobliwość mamy już sposoby! Sprawdzają się „barykady” z krzeseł i toreb położone na narzutach, które nie „wciągają” psich kłaków (zdecydowanie odradzamy koce polarowe!).
Przed wyjściem z pokoju/apartamentu warto pamiętać również o pochowaniu koszy na śmieci i wszelkiego jedzenia, które w trakcie kilkugodzinnej nieobecności straszliwie nęcą, a do których dobranie się może skończyć się nie tylko rozgardiaszem w zasięgu wzroku, ale i zatruciem pokarmowym zwierzaków! (Któryś z naszych „zbójów” ma już na sumieniu, a raczej żołądku, dwa mydła).
Aktywność była mniejszym problemem. Trzy długie spacery w ciągu dnia to dla nas norma, a podczas wyjazdów zarówno w lecie jak i zimie włączamy Fiestę i Dragona do naszych ulubionych aktywności. Praktycznie cały rok (poza upalnym latem) uprawiamy bikejoring, a zimą skijoring. Gdziekolwiek ruszamy się z rowerami bądź nartami bierzemy uprzęże, liny i pałąki, bo a nuż uda się wspólnie poszaleć.
.
Bikejoring można uprawiać niemal wszędzie. Ważne, żeby nawierzchnia nie raniła łap, ścieżki były niezagrożone pędzącymi samochodami i w naszym przypadku, żeby nie było zbyt dużo rozpraszającej zwierzyny. Kilka razy udało mi się cudem uniknąć „katapultowania”, gdy pies zobaczył pawia, kozę czy inne zwierzę, którego widok okazał się na tyle interesujący, że postanowił z trzydziestu km/h w sekundę zatrzymać się do zera.
Skijoring wymaga nieco większej logistyki. My uprawiamy go na nartach skiturowych (umożliwiających wchodzenie na górę i zjazd z niej), a nie na biegowych, służących do jazdy po płaskim terenie. Dlatego też potrzebna jest nam góra, na którą możemy swobodnie wejść, nie kolidując zjeżdżającym z niej narciarzom oraz zjechać zabierając trochę więcej miejsca niż pojedyncza osoba na stoku. Wchodzimy na 5 m. linie amortyzowanej, przy zjeździe w dół dopinamy jeszcze 1,2 m., żeby nie istniało ryzyko najechania na psiaka. W naszych treningach dążymy do wypracowania posłuszeństwa, a właściwie „wyłączenia się” na zewnętrzne, górsko-leśne bodźce jak nęcące zapachy zwierząt, tak aby psy mogły zbiegać swobodnie przy nas, bez smyczy.
Przy dłuższych eskapadach po górskich szlakach koniecznie trzeba zrobić rozeznanie dotyczące możliwości wejścia na teren parków narodowych z psami. Niestety w naszym kraju zakazy są dość powszechne, a właściciele karani są mandatami, abstrahując od możliwości wejścia z psem do schroniska, co wciąż możliwe jest niestety tylko w niektórych górskich noclegowniach.
Dotychczas najbardziej przypadły do gustu nam wejścia nocne, nie tylko ze względu na niewielką bądź zerową frekwencję na stokach, ale przede wszystkim niezapomniane wrażenia ze zjazdu z lampkami czołowymi w kierunku łuny leżącego poniżej miasteczka w siarczystym już często mrozie.
Świetnie chodzi się też tuż po zakończeniu sezonu – śniegu jest jeszcze dużo, a fanów podchodzenia pod górkę niewielu. Tej Wielkanocy udało nam się załapać na opad świeżego śniegu w dzień po zamknięciu wyciągów w austriackiej miejscowości Russbach. Mieliśmy więc cały stok dla siebie pełny puchu po kolana, w którym psy aż nurkowały ze szczęścia.
Upały dobiegają końcowi, wskakujemy zatem na rowery nie mogąc doczekać się już pierwszych szusów w nowym sezonie zimowym!
Tekst Anna Makuch 2015
More from Ludzie
3200 km w nogach i łapach, czyli jak wybiegać psie szczęście
Czy pies może być najlepszym kumplem podczas biegania i codziennych treningów? Oczywiście. Świetnym przykładem jest historia Dekreta – czarnego, muskularnego …
Gala TY FUNDUJESZ DOBRO i konkursu Top for Dog 2015
24 listopada br. w Teatrze Kamienica w Warszawie odbyła się Gala Charytatywna TY FUNDUJESZ DOBRO podczas, której miał miejsce finał …



























