• Home
    • O nas, czyli o Aktywnych
    • Aktywni Współpracownicy
  • Wydarzenia
  • Kategorie
    • Aktualności
    • Sport
    • DogTrekking
    • W wolnym czasie z psem
    • Ludzie
    • Psy
    • Nauka
    • Wywiad
    • Zdrowie
    • Porady behawiorysty
    • Sprzęt
    • Konkurs
    • Akcje i kampanie
  • Kontakt
    • Współpraca
  • Social Media

  • Bieżący miesiąc

    wrzesień, 2026

  • Recent Posts

    • Wilki cierpią od chorób odkleszczowych
      10/11/2023
    • Terapia z psem zapewnia równy komfort niezależnie...
      03/11/2023
    • W Australii psy dingo miały status "prawie człowieka"
      26/10/2023
  • Home
    • O nas, czyli o Aktywnych
    • Aktywni Współpracownicy
  • Wydarzenia
  • Kategorie
    • Aktualności
    • Sport
    • DogTrekking
    • W wolnym czasie z psem
    • Ludzie
    • Psy
    • Nauka
    • Wywiad
    • Zdrowie
    • Porady behawiorysty
    • Sprzęt
    • Konkurs
    • Akcje i kampanie
  • Kontakt
    • Współpraca
Search Menu

Search

Browse

News collects all the stories you want to read
  • Aktualności
    Aktualności
  • DogTrekking
    DogTrekking
  • Ludzie
    Ludzie
  • Nauka
    Nauka
  • Sport
    Sport
  • W wolnym czasie z psem
    W wolnym czasie z psem


Editors

  • Aktywni z psami.
  • Marek Marek
Aktualności konkurs
3.2K

“SUPer pies – Słowenia” – zwycięska praca w konkursie DOG EXPLORER

Posted On 11/09/2019 Aktywni z psami. 0

Zakończenie pierwszej edycji konkursu DOG EXPLORER

Wyłonienie najlepszej pracy spośród zgłoszonych nigdy nie jest proste i łatwe, ale trzeba to uczynić 🙂 Postanowiliśmy przyznać główną nagrodę Natalii Oprowskiej głównie za promocję cały czas niszowej aktywności SUP z psem. Idealny sposób na połączenie wyjazdu urlopowego i aktywności podczas lata. Zgłoszona praca zawiera porady jak przygotować się do uprawiania tego sportu, dużo przydatnych informacji, które mogą zachęcić wszystkich do spędzenia więcej czasu w wodzie, ale także w górach z psem. Uzupełnieniem są śliczne i estetyczne zdjęcia. Gratulujemy przede wszystkim Szyszce takiej opiekunki, a Natalii bardzo dziękujemy za taką pracę konkursową.

Wyróżnimy jeszcze dwie prace ciekawymi nagrodami ze sklepu DogTrotter.pl, który jest głównym partnerem i fundatorem wszystkich nagród w konkursie DOG EXPLORER.

“SUPer pies – Słowenia”

Mam ni psa ni wydrę. Od kiedy tylko Szyszka nauczyła się pływać, woda i wszelkie przybrzeżne szuwary to jej największa pasja. Do tego stopnia, że kiedyś kiedy szliśmy do parku i spuszczaliśmy ją ze smyczy, ignorowała wszystkie inne psy i od razu pędziła do jeziora. A później po prostu pływała w kółko po paręnaście, parędziesiąt minut, prawie godzinę, a my zaniepokojeni w końcu wchodziliśmy do wody, żeby ją wyławiać. Bo kiedy pływała przechodziła w trans i zupełnie nie słyszała, co się do niej krzyczało. No a ile taki szczeniak może pływać bez przerwy? I czy kalkuluje, że potrzebuje sił żeby wrócić? Takie oto były nasze rozterki, codzienny mix obaw i podziwu. Nasza nadopiekuńczość kontra ciężki do opanowania zew natury u gryfona, który na spacerach przeistacza się w delikatnego, ale kompletnie skupionego na otoczeniu eksploratora. 

Z czasem jednak dojrzeliśmy, przywykliśmy i pogodziliśmy się z faktem, że ktoś nam opchnął wydrę zamiast psa. Siadaliśmy z obiadem, albo książką przy jeziorze i czekaliśmy aż nasz kudłacz się wypływa. Tak wyglądało większość naszych letnich “spacerów”. Po prawie 4 latach nauczyliśmy się dogadywać. Dziś Szyszka słucha, kiedy ją wołamy żeby wyszła z wody, ale ta wodna gorączka wcale nie osłabła. Mało tego, stała się zaraźliwa. Zachciałam aktywnie spędzać czas z moim psem nie tylko na wakacjach, kiedy ruszamy na górskie szlaki albo wycieczki rowerowe, ale i na co dzień, zwyczajnie w ciągu tygodnia, po pracy. A nie jak do tej pory emerycko czekać na nią na brzegu. I tym sposobem mój pies zainspirował mnie do spróbowania i zakupienia Stand Up Paddle, czyli deski SUP. Szybko się wkręciłyśmy i okoliczne akweny miałyśmy już za sobą. A mieszkamy w Amsterdamie więc jeszcze długo nie zabraknie nam nowych jezior i kanałów do odkrywania. Mimo to nabrałam chęci, żeby wspólnie pojechać na stricte SUPowe wakacje. Dość szybko padło na Słowenię i kraj ten okazał się istnym rajem do wodnych eksploracji. A Szyszka? Nie wiem czy możliwe jest w ogóle zabrać ją na lepszy wyjazd. 

Także oto tekst dla właścicieli podobnych psich wydr, wiecznie mokrych i zmierzwionych kudeł i eksploratorów. Jeśli macie szczęście mieć takiego aktywnego włochatego przyjaciela to koniecznie sprezentujce mu choć jedną SUPową próbę. A jeśli Wasz pies należy raczej do grupy tych chillujących, sucholubnych, to być może doceni wygrzewanie się na delikatnie kołyszącej desce w waszym towarzystwie. W każdym razie na pewno gra jest warta przynajmniej jednego podejścia, bo w niewielu sportach można tak blisko współpracować ze swoim psem, jak na SUPie.

W Słowenii byliśmy przez prawie tydzień i udało nam się popływać w kilku różnych miejscach. Żadne z nich nie jest trudne technicznie, dlatego zachęcam, spróbujcie. A jeśli nie macie własnej deski, opisując każdy spływ wyszukałam dla Was informacje gdzie możecie wynająć SUPy.

Kostanjevica na Krki

Kostanjevica to małe miasteczko położone na wyspie w południowo-wschodniej części Słowenii, niedaleko granicy z Chorwacją, około 60km od Zagrzebia. To jedno z najstarszych miast w regionie, chronione jako kulturowy i historyczny zabytek. Dlatego warto się najpierw przejść w poprzek wysepki, zobaczyć mały rynek, malownicze zabudowania i spróbować lodów z budki przy południowym moście – według naszego znajomego Słoweńca są najlepsze w okolicy. 

Podjechaliśmy do Kostanjevicy od północy i zaparkowaliśmy samochód na parkingu po prawej stronie, zaraz za rondem, nie wjeżdżając nawet na wyspę: 

https://bit.ly/2OVP6y4

Tutaj na brzegu rzeki znajdował się nawet dość spory, drewniany pomost. Stamtąd bez problemu zwodowałyśmy się na Krkę. Opłynięcie całego miasteczka, bardzo powolnym tempem z psem, robieniem fotek i podziwianiem okolicy zajęło nam niecałą godzinę. Rzeka była spokojna i zaskakująco czysta, a po drodze przepływałyśmy pod ciekawymi drewnianymi mostami.

Foto _Jakub_Sochacki

Jeśli jesteście w pobliżu na pewno warto, poza zwykłym zwiedzaniem, obejrzeć miasto z perspektywy rzeki. Dla nieposiadających swojej deski podrzucam link do wypożyczalni::

LANDESTROST.COM

foto _Jakub_Sochacki

Lublana

Stolica kraju i przepiękne miasto smoków. W Słowenii SUPy są dość popularną i znaną metodą na spędzanie wolnego czasu. W Lublanie organizowane są nawet wielkie spływy SUPowe przez miasto. Wygląda to wtedy mniej więcej tak:

https://www.instagram.com/p/Bx-hrpJF5yB/

Ponad 100 SUPerów zbiera się wtedy, żeby razem przepłynąć przez miasto i promować ekologiczny styl życia. Zwykle odbywa się to na wiosnę, by otworzyć nowy sezon.

Razem z Agnieszką zaczęłyśmy w okolicach Parku Śpica, na bulwarze Prule, tym razem bez Szyszki, bo nie znałyśmy trasy i nie wiedziałyśmy czy rzeka będzie bardzo zatłoczona. Okazało się jednak, że było zaskakująco spokojnie. Więc jeśli Wasz pies jest posłuszny, albo pływa głównie razem z Wami na desce, myślę że spokojnie możecie go ze sobą zabrać:

https://bit.ly/2KPoLMZ

Szeroką Lublanicą z bulwarami po obu stronach powoli wpływałyśmy coraz głębiej do centrum miasta. Po bokach zaczęły pojawiać się piękne, porośnięte bluszczami ściany i wierzby płaczące swoimi gałęziami sięgające parę metrów niżej, aż do tafli wody. Kolejne mosty przesuwały się nam nad głowami. Naszym głównym celem było przepłynąć pod słynnym Smoczym Mostem. Kiedy tam dotarłyśmy, usiadłyśmy na deskach i po prostu chłonęłyśmy miasto. Lublana jest piękna i malownicza, a SUPowanie po rzece w centrum było samą przyjemnością. Od czasu do czasu mijały nas jedynie dwie łódki z turystami. Poza nimi rzeka w zasadzie należała do nas. Na koniec podpłynęłyśmy do jednych z wielu schodów pnących się po bocznych ścianach nisko osadzonej rzeki, gdzie czekała Szyszka wyrywając się w naszym kierunku :). Na wąskiej platformie wypompowałyśmy powietrze z desek. Spakowałyśmy je w plecaki i z wiosłami w rękach wspięłyśmy się na górę trafiając prosto do ogródka restauracji. W sam środek spokojnej, nagrzanej słońcem, kolorowej Lublany.

Jeśli nie macie swojej deski, możecie ją wypożyczyć tutaj:

BANANAWAY.EU

SUPKLUB.SI

Jezioro Bohinj

Zamarzyło się nam nocować na campingu zaraz nad jeziorem, żeby nad ranem tylko otworzyć namiot i wyskoczyć na deskach prosto do wody. Tylko, że kiedy wieczorem przyjechaliśmy na camping i już zapłaciliśmy za pobyt, później przez jakąś godzinę jeździliśmy pomiędzy camperami i dużymi namiotami w poszukiwaniu choćby skraweczka ziemi. Miejsce było tak przepełnione, że najpierw przez myśl przeszło nam desperackie rozbicie się na wąskich przesmykach pozostawionych dla samochodów. Potem zrezygnowani już chcieliśmy stamtąd uciekać. Na szczęście w końcu znaleźliśmy kawałek ziemi pod nasz jeden namiocik, upchani między samochody i przyczepy. Jednak nie do końca tak wyobrażaliśmy sobie pobyt nad pięknym jeziorem Bohinj. Jeśli jedziecie do Słowenii w sezonie, raczej nastawcie się na tłumy i przyjedźcie na camping wcześniej, albo po prostu poszukajcie innego miejsca. Szczerze mówiąc moim zdaniem dla samej bliskości jeziora nie warto rozkładać się w takim tłumie. Ścisk i harmider niemalże jak na jakimś festiwalu. Ja zdecydowanie wolę ciszę, spokój i miejsca gdzie spanie pod namiotem ma sens nie tylko dlatego, że gdzieś po prostu musisz spać i jest to jedna z tańszych opcji, ale głównie po to, żeby chłonąć naturę dookoła.

Foto Agnieszka_Nowicka

Poranek jednak zrekompensował nam ten ścisk. Nad jeziorem pojawiły się niesamowite mgły. Pompowałyśmy deski najszybciej jak potrafiłyśmy, żeby zdążyć wbić się w to białe mleko zanim słońce powoli przebijające się przez nie, zupełnie wszystko rozproszy. Zniecierpliwiona Szyszka piszczała przebierając łapami i popędzając nas. W końcu jak można dmuchać deski przez prawie 10 min! Jej podekscytowanie to zdecydowanie jedyny pozytywny element wyczerpującego pompowania. Już spocone, chichrałyśmy się, aż brakowało sił, żeby napierać na pompkę. 

Foto Natalia_Oprowska
Foto Natalia_Oprowska

Choć zawsze wydaje mi się, że pływanie po jeziorach jest zwyczajnie nudnawe, bo mało ma w sobie różnorodności, to ten poranek absolutnie należy do najbardziej widowiskowych spływów jakie do tej pory udało mi się przeżyć. W oddali widziałyśmy szczyty gór, na horyzoncie linię mgieł, a w ciemno błękitnej wodzie unoszące się małe złote już listki. Do tego kiedy dopłynęłyśmy do północno-zachodniego brzegu jeziora woda była pięknie turkusowa i przeźroczysta. Bajka.

Foto _Jakub_Sochacki

Był to też prawdopodobnie jeden z rekordowych spływów Szyszki. Pływała przy mnie chyba z godzinę na samym środku wielkiego jeziora, zanim dała się namówić, żeby odpocząć na moment na desce. I zaraz znowu hop do wody! Myślałam, że dobrze znam swojego psa, ale cały czas zaskakuje mnie tym jak długo jest w stanie pływać i mieć z tego tak ogromną frajdę nie męcząc się specjalnie. Gdzie ona ma jakieś limity?!

Jeśli podróżujecie bez własnej deski, to pamiętam, że na campingu w budce przy samym jeziorze była możliwość wypożyczenia paru kajaków i SUPów. Na swojej stronie nie chwalą się tym specjalnie (albo ja nie umiem znaleźć). Myślę że warto zadzwonić i zapytać:

CAMP-BOHINJ.SI

 

Jezioro Bled

foto _Natalia_Oprowska
Foto Natalia_Oprowska

Kościół położony na małej wysepce (Blejskim otoku) na środku jeziora Bled, to najbardziej słoweński motyw ze wszystkich możliwych. Główny punkt rozpoznawalny kraju. To jak wieża Eiffela w Paryżu, katedra Gaudiego w Barcelonie, czy Brama Brandenburska w Berlinie. Z tą różnicą, że dookoła opływają go wody jeziora. Dalej oplatają lasy i wzgórza, a nawet skały, w tym ta z Zamkiem Bled (Blejskim gradem) na szczycie. Całkiem nieźle jak na mój gust. Chętnie rozłożyłabym taką piękną naturę i krajobraz dookoła każdej większej atrakcji turystycznej. Słoweńcy umieją w te klocki.

Zaczęłyśmy na małej plaży, po zachodniej stronie jeziora. Miejsce to możecie znaleźć na mapie pod nazwą Velika Zaka, zaraz obok parkingu:

https://bit.ly/31PnBrJ

Od razu ruszyłyśmy w stronę wysepki z kościołem. Na jeziorze było już dużo innych amatorów SUPowania oraz małe łódki z turystami. Ale jezioro jest na tyle duże, że nikt nie wchodził sobie w drogę. Szerokie schody na wyspie i malownicze położenie świątyni robią wrażenie. My powolutku opływałyśmy Blejski Otok, przy okazji trenując z Szyszką pozowanie do zdjęć na desce. Po zachodniej stronie do naszych widoków doszedł zamek na skale. Także o ile na co dzień, ze względu na różnorodność wolę pływać po kanałach i rzekach, aniżeli po jeziorach, o tyle te słoweńskie zawsze wybrną z monotonii w dobrym stylu, jak nie mgły to nietypowe widoki dookoła.

Jeśli będziecie w Słowenii, nad jeziorem Bled pewnie znajdziecie się tak czy siak. Zdecydowanie fajniej jest przepłynąć się po nim na SUPie niż turystyczną łódką. Da wam to więcej frajdy i swobody, tym bardziej z psem. Jeśli nie będziecie mieli swojej własnej deski możecie ją wypożyczyć np. zaraz po prawej stronie plaży na której my zaczynałyśmy:

SUPBLED.COM

Albo tu:
PLETNA.COM

SUPBLED.SI

Most na Soči

Na koniec crème de la crème, zdecydowanie wisienka na SUPowym torcie. Jeśli macie pojechać na tylko jeden słoweński spływ, to pomimo, że Bled, Bohinj czy Lublana to kuszące klasyki, to niech to będzie Most na Soci. W tak pięknym miejscu jeszcze nigdy nie pływałam. 

Foto Agnieszka_Nowicka

Spływ zaczęłyśmy w miejscowości Tolmin. I tutaj mała notka – zwykle w lipcu, w tych rejonach organizowany jest festiwal Metaldays i całą okolicę zagarniają fani cięższej muzyki. Jeśli szukacie ciszy i spokoju, nie będzie to najlepszy okres na spływ, ale jeśli chcecie zobaczyć jedyny w swoim rodzaju obraz brodatego metalowca na swym dmuchanym, różowym flamingu pływającego po turkusowych wodach Soczy, to jest to jedyne miejsce i czas.

https://bit.ly/33C5MxG

My zaczęłyśmy na południowych obrzeżach miasta, na mini plaży, która akurat idealnie mieściła nasze oba SUPy. Już tutaj byłyśmy zachwycone jak piękna, turkusowa i przeźroczysta jest woda w rzece, a nasze deski z perspektywy lasu wyglądały jakbyśmy wodowały się z jakiejś bezludnej wyspy tropikalnej. Najpiękniejsze momenty całej trasy to zdecydowanie jej początek i koniec, dlatego nie śpieszcie się. Woda rzeki Soczy jest tak przezroczysta, że możecie bez problemu obserwować jej dno. Ja byłam w szoku. Do tego pomimo czystej wody spodziewałabym się śmieci na dnie, ale na prawdę widziałam więcej ryb niż odpadków. Widoki jak z jakiegoś snu.

Rzeka, swoim wolnym strumieniem powoli unosiła nas dalej na południe. Kiedy po lewej stronie pojawiła się droga 102, koryto zdecydowanie się poszerzyło i z węższej turkusowej nitki rozlało się szeroko tracąc na swym magicznym kolorze. Tak płynęłyśmy ok 2 km. Mniej więcej tutaj dołączyła do nas Szyszka. Trasa jest długa i ponieważ nie ufam swojemu psu jeszcze na tyle, żeby płynąć z nią na desce na stojąco, postanawiam, że połowę drogi popłynę sama, żeby móc się w spokoju porozglądać po okolicy i pokonać ten dystans w żwawszym tempie, bo gonił nas trochę czas. Nie ma natomiast powodu dla którego nie można lub nie powinno się zabrać psa na ten odcinek. To po prostu kwestia ilości czasu, a my zaczynałyśmy nasz spływ dość późno. 

Dotarłyśmy w trójkę do Mostu na Soči. Tam mijając piękny kamienny most znalazłyśmy się w zielonej dżungli. Naprawdę, spokojnie można tam sobie zrobić fotki i wciskać znajomym, że było się w jakiejś Tajlandii, czy na Bali :P. Tutaj rzeka dzieli się na dwa strumienie i ciężko było nam się zdecydować, w którą stronę płynąć. Odnoga skręcająca w lewo prowadziła bardziej wzdłuż miejscowości, zdecydowałyśmy się więc popłynąć dalej prosto, gdzie zapowiadało się więcej lasów i zieleni. A po lewej w oddali widać było kolejny kamienny most, dlatego decyzja nie była łatwa! Tak czy siak, skończyłyśmy na wpływaniu w małe groty skalne, gdzie woda kładła piękne refleksy na ścianach i na SUPowaniu wzdłuż zarośniętych, zielonych skał. Niestety dzień się już kończył. Musiałyśmy zawracać do Mostu na Soči. Pozostał jednak ogromny apetyt na to, żeby zobaczyć co kryje się dalej i żeby sprawdzić tę drugą odnogę odchodzącą w lewą stronę. Nie lubię szastać zbyt wieloma mocnymi przymiotnikami, ale to miejsce jest cudowne, przepiękne, magiczne! Jeśli kiedyś przyjdzie mi wrócić do Słowenii z deską, najpierw będę chciała popływać właśnie tam. Bardzo możliwe że będzie to nawet główny cel całego wyjazdu.

Deski na spływ Soczą możecie wypożyczyć tu:

SOCA-SUP.EU

Polecam popłynąć nie tylko z prądem do Mostu na Soči, ale też kawałek pod prąd, w stronę Tolmina, bo jak już wspomniałam, jest tam przepięknie i wydaje mi się, że jeszcze dalej w górę rzeki, za Tolminem, może być tylko ciekawiej.

Foto Agnieszka_Nowicka

To wszystkie słoweńskie akweny jakie udało nam się odwiedzić w ciągu tygodnia wakacji. Przy okazji pomogliśmy znajomemu w winobraniu i zobaczyliśmy okolicę Kranjskiej Gory i Krvavec. Tam planując lajtowy spacer przez góry, przypadkiem zaliczyłyśmy całodzienny trekking przez Alpy Kamnickie. Razem z Agnieszką i Szyszką wyszłyśmy na szczyt Vrh Korena (1999 m n.p.m), przy okazji niespodziewanie natrafiając na krótki, ale dość stromy odcinek z łańcuchami. Szyszka dzielnie przeszła go bez większego strachu, ale na pewno zawróciłybyśmy gdyby nie amortyzująca smycz porządnie przymocowana do pasa biodrowego i uprząż z uchwytem, za który mogłyśmy Szyszkę w pewnym momencie unieść i podać sobie z rąk do rąk. Także nie ważne gdzie planujecie iść w góry ze swoim psem, zawsze porządnie się przygotujcie, tak żeby zapewnić psu i sobie maksymalne bezpieczeństwo. My bez uprzęży, zapasu wody, jedzenia, składanej miski i smyczy zakończonej karabinkiem w ogóle nie wychodzimy na szlak.

Jak się przygotować na SUPowe wakacje z psem?

Pływanie na SUPie jest łatwe. Ośmielam się tak twierdzić, bo na mój pierwszy raz wybrałam się w czteroosobowej grupie nowicjuszy i każdy z nas po parunastu minutach już stał na desce o własnych siłach. Mniej bądź bardziej chybotliwie, ale jednak. Później pozostaje już tylko wyczucie równowagi i przyzwyczajenie się do