Historia biegowa Biegającej z psami oraz jej adoptowanych psiaków: Ariki (srebrnej, 1-krotnej maratonki) i Hasanki – 5-krotnej maratonki i ultrmaratonki na 100km.
Psy w połączeniu ze sportem są moją pasją, życiem i wszystkim, co kocham najbardziej. Temu chcę się poświęcić bez reszty… na 100%. Mam 43 lata i od 7 lat uprawiam sport. Najpierw było to pływanie. Sama nauczyłam się pływać właśnie wtedy, a następnie zaczęłam brać udział w zawodach Masters i na wodach otwartych. Potem doszedł rower MTB (którym codziennie cały rok jeździłam do pracy) i szosowy. Bieganie i triathlony dołączyły na końcu, bo za bieganiem nie przepadałam. Ale pewnego dnia, po pewnym maratonie stwierdziłam, że czegoś mi w tym bieganiu brakuje. Nie bez przyczyny mówi się… samotność długodystansowca.
[pullquote-left]Dla mnie nie liczy się czas w jakim pokonuję maratoński, czy ultramaratoński dystans, najważniejsze jest, że przebiegam razem z moimi psami i wspaniale się przy tym bawię.[/pullquote-left]
Ciężko znaleźć osobę, która biega twoim tempem i chciałaby zawsze dzielić z Tobą swój czas na treningach i razem z Tobą przygotowywać się do zawodów. Wszelkie próby zawsze kończyły się fiaskiem. Przypadkowo parę lat temu odwiedziłam starych znajomych, którzy mieli psy husky. Przebywając z nimi okazało się, że nie mam już uczulenia na te miłe sierściuchy. Myślę, że przyczynił się do tego sport outdoorowy, przebywanie na powietrzu, nawet przy minusowej temperaturze kilka godzin dziennie podczas moich treningów.
Ta rasa zawsze była mi bliska może dlatego, że jestem tak jak one zimnolubna, a w lecie rzadko biegam z uwagi na upały i przeważnie wędruję.
Zanim adoptowałam pierwszą sunię, już biegałam maratony. Do dnia dzisiejszego mam na koncie ponad 25 ukończonych, w tym kilka treningowych razem z moimi psami. Jednak nie jestem i nigdy nie byłam typem „życiówkowicza”, który trenuje ciężko, żeby stale robić progres i poprawiać swoje wyniki. Mam chorą tarczycę i przyjmuję hormony od 15 lat, więc czasami miewam momenty, kiedy mam gorsze samopoczucie w wyniku złego poziomu hormonów tarczycy i wtedy muszę zwolnić tempo i nie przemęczać się. Ale wtedy, podczas gdy inni znajomi robili postępy i przechodzili na wyższe poziomy, mi pozostawało bieganie w pojedynkę.
Teraz bieganie stało się chyba najbardziej popularnym sportem, ale jeszcze 6 lat temu, kiedy zaczynałam, nie było tylu grup biegowych w zależności od tempa, dystansu, a nawet lokalizacji. Brakowało motywacji do trenowania interwałów, podbiegów, długich wybiegań. Wróciłam po Silesia Maraton w 2011 r., gdzie biegłam 5h w ulewnym deszczu przy niskiej temperaturze i stwierdziłam, że chociaż do tej pory właściwie już wszystko zrealizowałam, co chciałam, to jednak nie dawało mi do końca spodziewanej satysfakcji.
Nie wierzę w przypadki, wszystko, co dzieje się w naszym życiu, ma jakiś sens. Adopcja dwóch suczek husky była w moim przypadku dogłębnie przemyślana. Będąc osobą o dużej wytrzymałości fizycznej, a nie sprinterem, zdecydowałam, że husky to rasa stworzona dla mnie. Lubię pozytywnie zakręconych wariatów, a huskie takie są. Odnalazłam swojego pierwszego czworonożnego przyjaciela w schronisku. I tak się to zaczęło…
Arikę upatrzyłam sobie na Paluchu 14 maja 2011 roku. A właściwie nie wiem kto kogo. Jak podeszłam, skoczyła na siatkę obiema łapkami, wystawiła kawałek pyszczka przez kraty i zaczęła mnie lizać mokrym jęzorkiem po ręku, jakby mówiąc „Zabierz mnie ze sobą, a będę z Tobą codziennie biegać, jak już Ci tak bardzo na tym zależy, tylko mnie stąd weź!”. Skoro tak, to długo się nie zastanawiałam, podpisałam umowę adopcyjną i z racji tego, że Arika ciągnęła niemiłosiernie przed siebie, jak to huskie mają w zwyczaju, przebiegłyśmy się troszeczkę… tak z 6km.
Od początku 2012 roku zaczęłam nosić się z zamiarem wzięcia dla niej towarzysza. Wiedziałam, że nie będzie lekko, ale chciałam ją przede wszystkim uszczęśliwić, bo widziałam jak się zmienia w obecności psiego kumpla/kumpelki. Myślałam o psie, ale teraz z psa wyszła suczka 🙂 Widocznie tak miało być. Był 31 marca 2012 r. Wyszłyśmy na dwór. Wprost ku nam zmierzała czekoladowa 9-miesięczna gębucha, trochę przerażona, trochę zaciekawiona. Przywitała nas tak, jakby znała się z Ariką od zawsze. Arinia miała w końcu pełne stado: pańcię i psią towarzyszkę – przyjaciółkę Hasankę. Obie wywróciły moje życia do góry nogami w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Bez nich zawsze czegoś mi brakowało.
W kwietniu 2012 r. zaliczyłyśmy nasze pierwsze wspólne zawody – półmaraton (22km) w Kampinosie. Przybiegłyśmy ostatnie, ale za to prawdziwie szczęśliwe. Młode – całe wyświechtane w błocie, piachu i wodzie, ale z błogimi uśmiechami spełnienia na ryjkach. W czerwcu tego samego roku wzięłyśmy udział w naszych pierwszych biegowych zawodach dogtrekking na dystansie 40km, które w całości przebiegłyśmy, nadrabiając kilometraż, ponieważ były to zawody na orientację…. A w październiku 2013r. Hasanka wraz ze mną i moim podopiecznym Bongo przebiegła swój pierwszy w życiu maraton w Kampinosie, a tydzień później ja i Hasanka pobiegłyśmy maraton w Toruniu.
Podczas każdego biegu, nawet najkrótszego, biegam z plecaczkiem, w którym tacham przede wszystkim wodę dla moich piesków i składaną miskę, a przed i po każdym biegu po trudnej nawierzchni smaruję psie opuszki specjalną maścią.
Jednak Arika (srebrna) zaskoczyła mnie najbardziej. Na różne sposoby próbowałam zachęcić ją do biegania, kiedy jeszcze nie było Hasanki. Zawsze wolała biegać luzem z innymi psami, a nie z człowiekiem, ale biorąc pod uwagę fakt, że husky potrafi być bardzo niezależny i chodzić własnymi ścieżkami jak kot, to spuszczanie jej ze smyczy w obrębie ulic zawsze było ryzykowne dla nas obu. ukończyła do tej pory 1 maraton (więc teraz wszystko przed nią). Bieganie zaczęło jej się bardziej podobać w towarzystwie Hasanki, kiedy biegałyśmy we trzy.
Na początku często była to taka biegowo-truchtowa zabawa, połączona z kilkoma postojami, ciągnięciem za smycz i gonitwą w berka w okół mnie. Przyznam, że kosztowało mnie to dużo cierpliwości i wyrzeczeń, ponieważ takie bieganie odbywało sie kosztem mojego właściwego treningu i początkowo traciłam wiarę w to, czy kiedyś uda nam się pokonać jakiś dłuższy dystans, nie wspominając już o wspólnym maratonie. Z Hasanką od początku było łatwiej, bo oprócz lepszej biegowej budowy (jest znacznie dłuższa i chudsza od Ariki), od razu miała bakcyla do biegania i ciągnięcia, a jej ekscytacja naszymi startami w tłumie ludzi sięga zenitu. Z czasem nauczyła się, że ze mną nie biega się sprintów, tylko trzeba umiejętnie rozkładać siły na długi dystans. Niestety w ramach podekscytowania napiera na maksa pierwsze 5km, dopiero potem przechodzi w marsz, dostosowany do mojego tempa, by w drugiej połowie dystansu biec koło mnie lub nawet z tyłu. Dopiero na ostatnich 2km powraca do ciągnięcia. Niestety jeśli chodzi o maratony, na które możemy sobie pozwolić, to większość odbywa się w wysokich dla nas temperaturach. W tym celu wszystkie trzy, w tym i ja, biegamy w kamizelkach chłodzących, które zapobiegają przegrzaniu organizmu i pozwalają utrzymać optymalną temperaturę. Jest to jakieś rozwiązanie, chociaż w miesiącach letnich zazwyczaj nie startujemy w zawodach.
Wracając do Ariki, od tej pory biegała z nami tylko crossowe 30stki i mniej, ponieważ szybko się męczy, ze względu na niedoczynność tarczycy, z którą jak wspominałam wyżej i ja się borykam od lat. Zrobiłam jej też rentgen łap, żeby wykluczyć ewentualne schorzenia. Rentgen niczego niepokojącego nie wykazał, nie było więc przeciwskazań do biegania, ale na wszelki wypadek dostaje syrop na wzmocnienie stawów. Ustawiając się w tym roku na starcie Maratonu Toruńskiego, tym razem we trzy, po wcześniejszych całorocznych przygotowaniach treningowych i maratonie przebiegniętym treningowo w plenerze również z Ariką, i tak byłam pełna obaw, czy będzie jej się chciało, czy nie zrobi pozy ‘upartego osiołka’, czy wyrobimy się w limicie 6 godzin ze wszystkimi przymusowymi postojami i czy ostatecznie nie będzie trzeba i tak przerwać biegu. Mimo zapewnień ratowników medycznych, którzy przez długi czas za nami jechali, bo zamykałyśmy peleton, że w razie czego wezmą psa, i tak byłam niespokojna i przez cały czas kontrolowałam samopoczucie moich podopiecznych. Pogoda dopisywała, ponieważ było bardzo chłodno i wiał wiatr i zamiast zmęczenia, obserwowałam od czasu do czasu jedynie znużenie monotonnym tempem, co rekompensowały sobie krótkim berkiem i zabawą na smyczach. Moje obawy okazały się bezpodstawne i szczęśliwie, nawet przed czasem, dotarłyśmy we trzy do mety. Ten maraton uważam za nasz przełomowy i najważniejszy, bo spełniło się moje marzenie, żeby Arika przebiegła ze mną maraton. Czekałam na ten dzień prawie trzy lata, wkładając w przygotowania i nasze treningi maksimum zaangażowania i wiary w sukces.
Oprócz tego maratonu wraz z Hasanką, a właściwie dzięki Hasance, bo bez niej nie miałabym motywacji i w ogóle chęci, pokonałyśmy ultramaraton na 100km po Kampinosie.
Dla mnie nie liczy się czas, w jakim pokonuję maratoński czy ultramaratoński dystans, najważniejsze jest, że przebiegam razem z moimi psami i wspaniale się przy tym bawię. Uwielbiam spędzać czas, biegając z moimi podopiecznymi. Ważne dla mnie jest to, że jesteśmy razem, w miarę zdrowe, możemy cieszyć się sobą, swoim towarzystwem. Bez nich chyba bym już dawno straciła motywację do biegania. Najfajniejsze jest to, że nasz maraton, to nasza wspólna praca, nasz team work, w którym każdy zna swoją rolę i miejsce, a ja jestem tam po to, żeby im pomagać na trasie jak tylko mogę, abyśmy sczęśliwie mogły zakończyć bieg na mecie. Praca warta zachodu i poświęcenia nawet własnych ambicji dla dobra psa, jeśli tego wymaga sytuacja. Wszystkim polecam bieganie maratonów z własnym, bo jest to niesamowite uczucie, jeszcze bardziej przejmujące niż pokonywanie maratonów samotnie, na własny rachunek i tylko dla siebie i swojej satysfakcji.
Od pewnego czasu zajmuję się także innymi pieskami jako petsitterka. Z wieloma z nich także biegam, jeśli ich zdrowie, kondycja i sami właściciele na to pozwolą. Obecnie biegam z trzema, a ostatnio nawet z czterema pokonujemywspólnie dystans 27km poza miastem. W takim stadzie biega się jeszcze przyjemniej.
Wszystkich, których zainteresowała nasza historia zapraszamy na nasz fanpage na facebooku: www.fb.com/biegajacazpsami, www.fb.com/joannapetsitter oraz blog osobisty biegajacazpsami.wordpress.com
Oprócz biegania, latem, począwszy od 2013 roku, zrobiłyśmy 3-4 dniowe wyprawy po 50-75km oraz dwie dłuższe, jedną wokół jeziora Urszulewskiego (ponad 100 km) oraz drugą z wózkiem od Limanowej wokół jez. Rożnowskiego do Rytra, dalej górami na Przehybę do Szczawnicy, a tam wzdłuż Dunajca na Słowacje i stamtąd do Niedzicy. W sumie 135 km marszem, nie biegiem ze względu na upały, z noclegami pod namiotem na łonie natury. A w tym roku nasza sierpniowa wyprawa po górach była już dłuższa, 180km, i zwiedziłyśmy sporą część górskich słowackich wsi, zaczynając od Milówki, kończąc pod Poroninem.
Z dotychczasowych osiągnięć Ariki mogę jeszcze wymienić:
– 2 półmaratony (wraz z Hasanką);
– Półmaraton kampinoski 2012,
– Półmaraton Świętych Mikołajów w Toruniu 8. 12. 2013
10 km – Biegnij Warszawo (obie + gościnnie husky Muka)
10 km – Praska Dycha (z 3 pieskami: Hasanka, Arika, Bongo) 20. 10. 2013
10 km – Bieg Niepodległości (obie)
oraz treningowo cały maraton i regularnie dystanse crossowe powyżej 27km
Nasze wspólne zawody z Hasanką:
Maraton Toruński 2014 (tym razem i z Ariką)
Ultramaraton na 100km po Puszczy Kampinoskiej 4-5.10.2014
Maraton Wrocławski 14.10.2014
Maraton Lubelski 2014
Maraton Toruński 27. 10. 2013
Maraton Kampinoski 19. 10. 2013 – Hasanki i naszego rezydenta – Bongo
Moje najważniejsze zawody:
3 połówki Ironman’a (Susz i 2x Borówno) i 1 sprint
Ponad 25 maratonów ultra Kampinos 50km (właściwie 64km, ponieważ nadrobiłam trasę)
2x maratony MTB 24h
Bardzo ważny dla mnie treningowy sukces: 1100 m motylkiem on-stop na basenie 50m
I wiele innych zawodów pływackich i biegowych.
Tekst: Joanna Szeler
More from Aktualności
Wilki cierpią od chorób odkleszczowych
Wykorzystując metody molekularne naukowcy potwierdzili, że wilki w Polsce zarażają się różnymi patogenami roznoszonymi przez kleszcze. Najczęściej obecny jest u …
Terapia z psem zapewnia równy komfort niezależnie od płci
Chociaż istnieje wiele badań wykazujących, że programy dogoterapii mogą poprawić dobrostan społeczny i emocjonalny danej osoby, w wielu z nich …

































